Dawno na tych życzliwych łamach nie gościłem, ale znowu jestem. Lubiącym oglądać moje obrazki ,chciałbym zaprezentować relację z przebiegu kolejnego projektu budowlanego o nazwie, jak w tytule tematu. Model tego samolotu był wielokrotnie realizowany i prezentowany, tu i tam i jeszcze gdzie indziej, w różnej skali, z różnych materiałów i z różnymi napędami. Nie będę wiec przedstawiał Wam dokładnej historii tego samolotu, bo dla chcącego nic trudnego sobie ją znaleźć i przestudiować. Tu chciałbym się jedynie odnieść do tego konkretnego modelu, który zaczął już powstawać oraz genezy jego początków. Ma to związek z lotniczymi upodobaniami mojej córki, która jako -już niestety - była pilotka szybowcowa i samolotowa „zakochała” się w samolocie, którego model zamierzam zbudować.
To umiłowanie do tego samolotu wyrażała różnie. A to w zakupie zestawu klocków Lego, z którego to zestawu wraz ze starszym wnukiem, zbudowaliśmy taki model. Tzn. wnuk głównie budował, ja byłem jego asystentem typu: podaj, przytrzymaj, pozamiataj…, ale model powstał i do dzisiaj stoi na stoliku, na którym to codziennie go widzę. Kolejnym przejawem tego lotniczo-camelkowego zamiłowania mej córki, był dokonany przez nią zakup w USA drewnianego /chyba?/modelu w skali, takiego gotowca, wyłącznie do oglądania. Taki ci on jest i takim go także codziennie widzę:
Załącznik:
c1.4.jpg [ 58.18 KiB | Przeglądane 1001 razy ]
Model ma na wyposażeniu dwa KM-y, więc zakładałem , że oryginał był samolotem bojowym, ale to malowanie mi niezbyt pasowało, jako, że takie mało „wojenne” i do tego nie dawał mi spokoju ten napis na burcie ”DIMPS III, co kojarzyło mi się z jakimś „latającym cyrkiem”, których to dużo powstawało po I WW. Pogrzebałem w sieci i okazało się, że były samoloty wojskowe w takim lub podobnym malowaniu w końcowym okresie tej wojny. Tu znaleziona kalkomania takiego malowania do modelu w skali 1 : 48 z krótkim opisem, gdzie samolot służył.
Załącznik:
c1.3.jpg [ 217.09 KiB | Przeglądane 1001 razy ]
Podoba mi się to malowanie i chyba takie będzie, chociaż wzorów innych rodzajów malowania mam co najmniej kilkanaście. Tu np. dwa wzory innego malowania z mojej dużej i mądrej księgi o samolotach myśliwskich, wraz z przekrojem konstrukcyjnym tego samolotu:
Załącznik:
c1.6.jpg [ 56.99 KiB | Przeglądane 1001 razy ]
Załącznik:
c1.7.jpg [ 54.79 KiB | Przeglądane 1001 razy ]
I wreszcie coś, co w pełni umożliwia budowę, czyli prezent od córki na moje 65 urodziny /przeleżał się u mnie ponad 5 lat!/, który zakupiła w „Balsa USA” i sprowadziła do kraju, z duże, jak dla mnie pieniądze. Koszt przesyłki i cła był równowartością samej ceny „tartaku”.
Tak ten „tartak” był sobie w pudełku:
Załącznik:
c1.jpg [ 59.83 KiB | Przeglądane 1001 razy ]
A w założeniu taki silnik ma napędzać ten model, który udało mi się kupić za umiarkowane pieniądze od jednego z formowych Kolegów. Mam nadzieję, że spełni pokładane w nim nadzieje.
Załącznik:
c1.5.jpg [ 1.88 MiB | Przeglądane 1001 razy ]
Na fotce tej widać kolejne umiłowane odniesienie mej córki, czyli metalowe puzderko zakupione dla tatusia podczas jej pobytu w Nowej Zelandii, w jednym z tamtejszych muzeów lotniczych. Był tam też oryginał Camela i puzderko z jego podobizną i to dało się kupić. Tym sposobem tatuś ma w czym trzymać różne małe śrubki i nakrętki.
A po zdjęciu pokrywy tak się przedstawiała zawartość paczki:
Załącznik:
c2.jpg [ 1.72 MiB | Przeglądane 1001 razy ]
Czyli, jak to w amerykańskim stylu , było prawie wszystko co niezbędne do budowy. Formatki z poszczególnymi elementami konstrukcyjnymi były wytłoczone jakąś prasą od sztancy i nie wszystkie dawały się łatwo wypreparować z desek. Podkładka z OLFY i ostry nożyk znacząco ułatwiły tę operację, chociaż trochę czasu mi to zajęło. Była także „bardzo mądra” książka instruktażowa, która dedykowana jest chyba zupełnie początkującemu człowiekowi, który chciałby sobie samemu model latający zbudować, ale nigdy wcześniej tego nie robił. Czyli czytając instrukcję /trochę z widzenia znam tej język/, doznawałem nie rozjaśnienia w mym rozumie, a wręcz przeciwnie. Na dodatek wszystkie wymiary podane są w tych „pogańskich” ułamkach calowych, co z niczym mi się nie kojarzyło , i kiedy byłem w tej całej Ameryce i takimi ułamkowymi kluczami przychodziło mi pracować, miałem z tym problem. Teraz także nie wiem ile to jest ile.

Zrobiłem sobie więc tabelkę z przeliczeniem „na nasze” i teraz mam pełną jasność . Oprócz księgi instruktażowej , bogato ilustrowanej fotkami, były także trzy arkusze papierowych planów, na podstawie których dało by się zbudować ten model nie mając tego całego „tartaku”, czy tej księgi. Tak właśnie, tylko na podstawie takich amerykańskich planów powstał mój poprzedni model. Plany te powieliłem w wielkoformatowym ksero, aby móc dowolnie nimi operować, czyli np. ciąć je na drobniejsze, bardziej poręczniejsze kawałki. Tutaj muszę dla ścisłości zrobić mały wtręt wyjaśniający: zakładam, że wśród oglądających tę relację mogą być także osoby, które osobiście chciały by sobie zbudować taki, czy podobny model o drewnianej konstrukcji. Zamierzam więc w miarę dokładnie przedstawiać mój sposób budowy tego modelu i nie będzie to, co MOCNO PODKREŚLAM żadne pouczanie i wymądrzanie się, jak się powinno robić model, a jedynie dzielenie się z oglądającym sposobem, w jaki ja dane zagadnienie sobie rozwiązuję. To jedynie pokazanie czynności rękodzielniczych, które absolutnie nie muszą być zgodne z zasadami poprawnej pracy modelarskiej. Chętnie zresztą poczytam uwagi Kolegów Modelarzy o wiele bardziej doświadczonych ode mnie, w których przedstawią, jak poprawnie dane zagadnienie, czy inną czynność powinno się wykonać. I tyle tego zastrzeżenia. Cdn.