No i po oblocie.
Oblot niestety z problemami. Zacząłem już we czwartek.
Przez pierwsze dwa dni (czwartek i piątek) miałem duże problemy z wytrymowaniem modelu.
Kurcze jest to mój najsłabszy element w "modelarzowaniu", trymowanie przed pierwszym lotem.
Myślę, że to może mieć jakieś podłoże psychiczne, bo nie mam wytłumaczenia dlaczego tak źle mi z tym idzie.
Ale do rzeczy. We czwartek wiało jeszcze mocno ale Jarek podpowiedział że TS II nie jest wrażliwy na wiatr więc heja lecimy. Poleciał hm... 10m i zwalił się na prawe skrzydło.

Mała poprawka otrzepanie modelu sprawdzenie sterów i znów heja lecimy. No i apiać 10m i znów zwalił się przez prawe skrzydło.
Pękło mocowanie skrzydła, ta plastikowa obejma. Naprawa trwała 15 minut. Posprawdzałem w domu wszystko na nowo wg mnie było OK.
W piątek druga próba. No i kurcze to samo. Mało mnie szlag nie trafił, znów zwala się przez prawe skrzydła po 10-15m.

Nie mogę go nawet poderwać w góre bo nim złapie drążek od wysokości model już na ziemi. No i znów pękło mocowane skrzydła tym razem to drugie.
Dziś rano postanowiłem jeszcze raz wszystko poustawiać od początku. Wygarnąłem wszystkie narzędzia jakie miałem, linijki, suwmiarki, kątomierze - ręczne i elektroniczne i wiele innego badziewia.
Ustawiam jeszcze raz. Ustawiłem więc trza wypróbować.
Pojechałem na łąkę, no i heja lecimy. Już miałem zamknąć oczy żeby nie być świadkiem kolejnego kreta, ale nie, ale nie, kurcze lecimy.
Model lata pięknie. Przy tym śmigle co na fotkach czyli 8x6 to jest dla mnie jak rakieta. Latałem spalinowymi górnopłatami ale mam wrażenie że TS II jest strasznie szybki. Musze zmienić śmigło na 7x5,5 albo na 7x3 może będzie trochę wolniej. Jeszcze tak szybkim modelem nie latałem. Szczęście, że zrobiłem klapolotki bo bym ganiał za nim, nie 200 m jak Jarek pisał a pewnie jeszcze więcej.
O dziwo pięknie szybuje, słucha się sterów bardzo dobrze, jest dość czuły na sterach (ale bez przesady). Zero nerwowości w locie.
Polatałem, bo pakiet 3300 mAh więc na trochę starczył. Pewnie znacie to "no ostatni lot i jadę do domu"
Coś dziwnego się stało w ostatnim locie. Wystartowałem pod wiatr odleciałem na jakieś 200-300m zawracam lece z wiatrem, model mija mnie i znów po 200-300 m postanowiłem zawrócić. A tu niespodzianka, nie reaguje na ster kierunku ani na lotki. SW działa OK ale nic po za tym.
No i trochę spanikowałem. Jakieś 1500m dalej jest już autostrada A4 a model leci właśnie w tamtym kierunkudość szybko. Próbuje jeszcze 3-4 razy machać drążkami i nadal nic. No i podjąłem decyzje o przyziemieniu. Niestety w nerwach zbyt gwałtownie to zrobiłem no i spory kret. Jak szedłem do modelu od razu sobie pomyślałem, że pewnie wypiął się kabelek od serwa SK z odbiornika. Pamiętam, że już mi razy przy montażu i demontażu skrzydeł wypadał, był dość luźny.
Po dojściu do modelu sprawdzam co jest. I tu niespodzianka wszystko działa. SK, SW, lotki, silniki reagują, wszystko idealnie. Nie mam pojęcia co mogło być przyczyną. Zanik sygnału raczej nie bo SW działał do samego końca, a odbiornik jest na 2,4GHz.
Mam pytanie czy jest możliwe że wiatr był tak silny, że kierunek ani lotki nie dały rady.??
Leciałem z wiatrem.
Kadłub pękł w dwóch miejscach ale bez tragedii, trochę CA i będzie jak nowy. Wyrwało gniazdo mocowania skrzydła w kadłubie, też do naprawienia. Generalnie potrzebuje jakieś 30 min. na naprawy. Największą stratą jaką zanotowałem to niestety, strasznie odrapany model. Z malowania na dziabie i części kadłuba niewiele została. Jestem niepocieszony i trochę zły, że tak łatwo odlazła farba.
Jak się wlatam w model to myslę że z tą predkością będzie wszystko wpożądku.
