Panowie z przykrością donoszę, że dziś mój piękny model TS II zamordowałem cała rodzinę kretów.
Model dość mocno uszkodzony i nie wiem czy jest sen go naprawiać czy przeznaczyć na dawcę organów.
Po katastrofie została natychmiast powołana specjalna komisja ds. katastrof lotniczych pod przewodnictwem posła M. Po 2 minutowym przesłuchaniu na krześle elektrycznym przewodniczący poseł M. stwierdził, że jest to tylko i wyłącznie wina naszego sąsiada ze wschodu. Nie mniej tenże poseł stwierdził bez cienia wątpliwości, że jest to również całkowita wina pilota.
Pilot próbował się bronić, że były trudne warunki atmosferyczne, że mu koledzy nagadali, że TS II nie boi się wiatru etc. Nic to i tak nie pomogło. Wspomniany poseł M. kategorycznie domaga się najsurowszej kary dla pilota a mianowicie zamknięcia pilota w modelarni i nie wypuszczania go aż do wiosny.
Poważniej, to jak dziś latałem to sobie tak myślałem: ale se fajny model poskładałem. Ale fajnie lata, a kurde jakiego szybkiego se wystrugałem modela itd., itd.
No i sobie wykrakałem. Niestety u góry był strasznie silny porywisty wiatr. Opd koniec latania miałem duże problemy żeby wrócić. Co skieruje model na siebie to za moment wiatr mi go odwraca i jest coraz dalej. No to myślę gaz do dech i nie ma przebacz musi wrócić. Dwa silniki śmigła 7x6 musi i już. No i wówczas dostałem dość mocnego podmuchu z góry, przydusiło model dość nisko nad ziemię i niestety spanikowałem. Zamiast w górę pociągnąłem w dół i już.
Straty jak na fotkach. Niestety bardzo słabej jakości, bo robione telefonem i na jednym nie ma ostrości.
Załącznik:
DSC_0008.jpg [ 95.57 KiB | Przeglądane 9864 razy ]
Załącznik:
DSC_0009.jpg [ 44.11 KiB | Przeglądane 9864 razy ]
Załącznik:
DSC_0010.jpg [ 51.67 KiB | Przeglądane 9864 razy ]