Oto opowieść jak Konrad pojechał na Wilcze Laski.
Historia długa bo w 3 odcinkach.
Historyji część 1
PrzyjazdOtóż historie zacznę od tego, że po dotarciu do Poznania tak mnie bolały plecy i drętwiała prawa noga, że dłuższą chwilę zastanawiałem się czy nie zawrócić, bo nie jestem w stanie jechać dalej. Cóż po namyśle jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć i Be.
Trasa Poznań – Piła koszmar max. prędkość 60-70 h/godz.
Po dotarci do Piły na obwodnicy postanowiłem odpocząć. Był upał i było parno. Wszedłem do lasu i jak pociągnąłem sobie tych olejków eterycznych jodły, świerka i wrzosów to mało orgazmu nie dostałem. W tym momencie nagle i niespodziewanie przestała mnie noga boleć a o plecach zapomniałem natychmiast, hmm no i odmłodniałem o jakieś 20 lat.

Wskoczyłem do samochodu pootwierałem okna, szyber dach i cheja jadę dalej. Wiatr pięknie rozwiewa moje kruczoczarne bujne włosy czysty odlot.
Po dotarciu okazało się, że jestem pierwszy. No to szybko się rozbiłem. Za chwilę pojawił się Karol z Heniem. Po wstępnej prezentacji przystąpiliśmy do rozbijania namiotów bo w oddali niebo zaczynało wyglądać nieciekawie. Poszło szybko i gładko. Za niecałe 30 min. pojawiła się silna grupa pod wezwaniem Prezesa Henia. Wiało już mocno więc bez ceregieli postanowiliśmy rozbić wypasiony namiot Prezesa Henia. No i tu pierwszy zonk. Kurde nie umiemy z Andrzejem dziadostwa rozbić.
Na szczęście Andrzej znalazł poglądowe zdjęcie. Po zerknięciu poszło już szybko. No może aż za szybko, bo uszkodziłem niechcący oczywiście jeden stelaż.
Lunęło.
Ponieważ Prezesowy namiot był wysoki i to w nim postanowiliśmy się schować i zacząć integrację. Karol przyniósł integrator no i zaczęły się bardzo miłe i sympatyczne rozmowy. W między czasie przyjechał Adam ze swoją ekipą. Przyłączył się, a że integrator nadspodziewanie szybko się skończył

więc wygonili smarkacza, czyli mnie po następny.
Było bardzo miło, chłopaki mnie tak zintegrowali, że jak Andrzej zapytał mnie czy posędziował bym jutro zawody OldTimerów to bez wahania się zgodziłem. Powiem tylko, że gdyby Andrzej poprosił mnie wówczas żebym z nim poleciał na Księżyc to też bez wahania bym się zgodził. Prawdopodobnie była to wina tego mojego integratora, bo miał podejrzanie niebieski kolor.
Nocy nie pamiętam, ponoć była.
Zbudził mnie rano o 5.30 no może o 5.45 odgłos kosiarki.

Wychodzę z namiotu patrzę w stronę namiotu Karola i kurde nie widzę go, a namiot był rozbity jakieś 0,5m od mojego. Pierwsza myśl jaka mi przemknęła przez te dwie ostatnie szare komórki to to, że ten kolor integratora musiał być faktycznie niebieski i gały mnie wypaliło.
No ale na szczęście słuch mnie wówczas nie zawiódł i w oddali usłyszałem Karola. Chłopaki wytłumaczyły mi, że wszystko jest OK i to tylko wina mgły. Nie powiem, ulżyło mi.
Po śniadaniu Hanio (od Karola) przyszedł i ciągnie mnie do namiotu. Hmm.. ??? Wpycha mnie do środka i mówi patrz. Słuchajcie biedny Henio spał w namiocie pełnym wody. Tam wody było do kostek przynajmniej w jednym miejscu. Henio musiał umieć pływać, bo inaczej by nie przetrwał do rana. Po oględzinach prawdopodobnie woda dostała się przez dziurkę w podłodze.
Do południa poprzyjeżdżali pozostałe chłopaki. Przyjechała Bydgoszcz, Elbląg, Poznań no i o dziwo pojawiła się też Piła. Z Milo polataliśmy z 30 min. Milo swoją „34” a ja EGP. Było bardzo przyjemnie a warunki były fajne, przynajmniej dla mojego EGP. Ponieważ zawsze latam sam więc byłem zachwycony, że mogłem polatać z kolegą. Niestety musiałem z przykrością skończyć bo zaczynały się zawody Wicherków i OldTimerów, w których to miałem sędziować.
CDN