Od gówniarza bawiłem się w latanie. Latawce z jednym sznurkiem, było słabo, to potem latawce do akrobacji na dwóch i dalej na czterech linkach. Szybowce najpierw swobodnie latające a potem zaprzyjaźniony starszy modelarz uczył mnie latać na jego RC. Wychodziło mi to w miarę, na tyle, że nie rozbiłem mu modelu. Frajda była ogromna. Nie stać mnie było na jakąkolwiek aparaturę więc o własnym RC mogłem pomarzyć.
Samoloty, z braku aparatury zacząłem bawić się na uwięzi. F2d, robiłem i rozwalałem, ale latałem. Pod koniec zacząłem nawet budować model Mrówka z Modelarza. Nawiasem mówiąc to jeszcze go mam tylko strasznie zdewastowany. Klasy F2B. Nie poleciał nigdy.
I podsumowanie tych moich wypocin. Nigdy nie bałem się latać, zawsze latałem na luzie, czy to modelem znajomego czy swoimi na linkach. Po tych ponad 35 latach zacząłem latać Vento. Wyszedłem, z załozenia, że latanie jest jak jazda na rowerze. Po prostu sprawdziłem stery i poleciałem. I wszystko by było ok, gdyby nie to, że przy kolejnym locie trzęsę się coraz bardziej. Normalnie wpadam w taką panikę, że łapy i nogi mi się trzęsą. Najgorsze, ze specjalnie nie widzę powodu tej paniki. Jak rozbiję to go posklejam, jak się nie da skleić to kupię nowy zestaw. Przecież to rzecz nabyta (w sumie prezent od synów). Nie wiem. Już wymyśliłem, że może z kimś polatać, poszukać jakiegoś instruktora aby opanować te moje nerwy. Nie mogę sobie z tym poradzić. Czekam na brak wiatru i śmigam na łąkę sąsiada 100 m od domu i lecę. Lecę i się trzęsę. Kiedy to się skończy?
A przy okazji jako gówniarz idąc do szkoły (2 km na piechtę) bardzo często wyobrażałem sobie, że idę i mam przed sobą aparaturę z monitorkiem i lecę sobie modelem przed siebie i widzę z pokładu samolotu teren przed siebie.

Prorokiem byłem? Czytam i ogladam filmy kolegów tu na forum i widzę, że to moje marzenie z dzieciństwa jest do zrealizowania. Na razie jeszcze tak nie mam ale myślę, że w niedługim czasie tak będę miał odpowiedni sprzęt.