Okazuje się, że chyba nic nie wstawiłem z 2 rozdziału.
Potem to sprawdzę i najwyżej uzupełnię.
Teraz kawałek 5 rozdziału bo z 4 już było. Bałagan.
Strasznie źle się przewija tyle stron na ekranie i mylę się.
Z rozdziału 5:
"Sekretarz wskazał ręką kierunek ku schodom.
Weszliśmy do wnętrza holu.
Sekretarz odebrał od Goera teczkę z dokumentami, odprowadził wszystkich do drzwi sali dla gości.
Proszę się rozgościć. Zaprowadzę teraz księcia do pana prezydenta, a potem wrócę po pozostałych panów.
Grzem, wejdź do mojego pokoju, zwróciłem się do syna, potem przyjdź ze wszystkimi.
Dwaj urzędnicy postawili bagaże, otworzyli drzwi i wprowadzili gości do środka. Wnieśli bagaże. Potem wprowadzili Grzema do pokoju obok. Tego w którym przebierałem się wtedy.
Proszę za mną. Pan prezydent czeka na pana Książe.
Poszedłem za sekretarzem. Prowadził mnie schodami na piętro.
Otworzył drzwi do gabinetu i przepuścił mnie do środka. Wskazał mi fotel na wprost wielkiego biurka, podszedł do bocznych przeszklonych drzwi i zapukał. Zamiast „proszę” drzwi otworzyły się i wyszedł prezydent. Skierował się prosto w moim kierunku, uścisnął mnie jak starego przyjaciela i odebrał od sekretarza otwartą teczkę z dokumentami. Wysunął je, przejrzał szybko po kolei i zwrócił sekretarzowi.
Zanieś je do sprawdzenia specjalistom do kancelarii. Natychmiast daj znać gdy już je przejrzą.
Czekam, to bardzo ważne.
Siadaj Książe. Wskazał mi kanapę przy bocznej ścianie wielkiego gabinetu. Szybko się znów spotykamy. Szkoda tylko, że w tak dramatycznym czasie.
Powiedz Książe krótko jak trafiłeś na tych emisariuszy.
Opowiedziałem co się zdarzyło na początku mojej podróży, że wysłałem meldunek o rozbitkach, co dowiedziałem się o ich ziemskim pochodzeniu i skąd i dlaczego podróżowali na Ziemię. Powiedziałem również jak spędziłem z nimi ostatnie dni. Wyraziłem swoją opinię o autentyczności ich historii.
To by się zupełnie zgadzało z tym co wiemy. Wiesz Książe zapewne, że wróciłem z nadzwyczajnego posiedzenia rady. Jest bardzo źle. Tamta odległa wojna skończy się zapewne już niedługo. Eksperci rady oceniają szanse obrony na pół roku, może rok. Wtedy cała ta buntownicza armia wyruszy w naszym kierunku, a potem dalej w inne rejony kosmosu. Nie jesteśmy przygotowani nawet na tak długą obronę jak oni. Nie zdążymy w tak krótkim czasie zmagazynować energii. Rada potwierdziła, że bez względu na konsekwencje użyta może być tylko konwencjonalna broń obronna. Nigdy już nie będzie innej broni. Prosili mnie żeby poważnie rozważyć wszystkie informacje przybyszów, udzielić im wszelkiej niezbędnej pomocy. W razie potrzeby włączą natychmiast wszystkie inne zrzeszone cywilizacje. Musi być jednak zachowana najdalej posunięta dyskrecja, nie jesteśmy w stanie wojny. Może dowiem się od twoich gości jak bliżej wygląda sytuacja.
Oni twierdzą, Panie Prezydencie, że na Ziemi ich przodkowie stworzyli i umieścili pod ziemią obronną armię, którą można obudzić i która uratuje kosmos przed napastnikami. Po to tutaj wrócili.
Nie bardzo wiem jak to jest możliwe, ani ...
Wszedł sekretarz.
Proszę, Panie Prezydencie. Zwrócił teczkę z dokumentami. Eksperci potwierdzają autentyczność listów uwierzytelniających. Tu na wierzchu jest protokół ekspertyza, proszę.
Chciał wyjść.
Chwileczkę. Prezydent zaczął czytać protokół. Po chwili podniósł oczy.
Proszę niech pan wprowadzi gości, panie sekretarzu.
Wstał z kanapy i przeszedł za biurko. Spojrzał na mnie, zawrócił. Obróćmy pana fotel w tę stronę. Zaczął przesuwać wielki fotel przed biurkiem. Poderwałem się z kanapy i razem ustawiliśmy go przodem do kanapy.
Proszę, niech pan siada tutaj, zaprosił.
Za chwilę drzwi się otworzyły i sekretarz wprowadził emisariuszy.
Wstałem, prezydent też wyszedł przed biurko.
Przedstawiałem po kolei wchodzących. Prezydent witał każdego uściskiem ręki.
Na koniec przedstawiłem syna. Po przywitaniu z prezydentem wskazałem mu krzesło za sobą. Wysunął je i ustawił obok mojego fotela.
Prezydent poprosił gości o zajęcie miejsc na kanapie. Wrócił za biurko i gdy usiadł siedliśmy wszyscy.
Zapadła cisza. Prezydent wodził oczami od jednego do drugiego emisariusza. Uważnie przyglądał się każdemu.
Po co przybyliście na Ziemię, zapytał w końcu.
Goer nerwowo przeczesał palcami swoje jasne włosy i podniósł wzrok na prezydenta.
Przybyliśmy po pomoc, zaczął mówić.
Przerwał. Zastanowił się przez chwilę i już zdecydowanie kontynuował.
Kiedyś gdy moi przodkowie mieszkali na Ziemi zagroził nam atak z kosmosu. Stworzyli wtedy przy pomocy naszych opiekunów z dalekich gwiazd wielką armię do obrony naszej planety. Wojenne przyrządy nie użyte wtedy, nadal znajdują się w ich podziemnych komorach, a niektóre także na powierzchni. Teraz mogą uratować naszą nową ojczyznę i pokój w kosmosie. Chcę prosić o zgodę na użycie tej armii.
Gdzie umieszczona jest ta armia?, spytał prezydent. Jak możesz mnie przekonać, że jest ona nadal sprawna po tak odległym czasie i jak zamierzacie ją wyprowadzić z Ziemi.
Goer sięgnął ręką w przecięcie swojej szaty i wydobył rulon zawieszony na rzemieniu na szyi.
Rozwinął go, ale sztywny pergamin zwijał się znowu. W końcu wstał i trzymając rozłożony obu rękami zaniósł go do biurka, położył na blacie i przytrzymał przed prezydentem. Prezydent pochylił się.
Mapa, stara mapa, powiedział. Zaraz sobie poradzimy.
Otworzył prawą szafkę biurka i wysunął skaner. Ułożył mapę i przycisnął ją klapą. Wysunął spod blatu biurka konsolę i uruchomił komputer. Wielki obraz nad kanapą na której siedzieli emisariusze zaczął opuszczać się w dół odkrywając umieszczony za nim ekran. Pokazała się mapa starej Ziemi pionowo umieszczona na ekranie. Prezydent przeprowadził korektę ustawienia obrazu i dostosował jego wielkość do ekranu.
Siedzący na kanapie widząc gdzie kieruje się nasz wzrok odwrócili się na siedzeniu w kierunku ekranu. Goer stał przy biurku.
Mapa zupełnie jak ta, która znajduje się w zbiorach muzeum w Stambule, pomyślałem. Opuszczający się obraz schował się za ramę, a na dole ukazała się Antarktyka. Naukowcy od lat zachodzili w głowę skąd na mapie datowanej na czasy sprzed wielkich podróży morskich jej twórcy wiedzieli o południowym zimnym lądzie. Teraz już wiem, że Antarktyka została odkryta przez cywilizacje starsze od naszej. Potwierdziły się przypuszczenia, że stara mapa z Antarktyką została przekopiowana z jeszcze starszego egzemplarza. Może takiego jak ta mapa Goera. Tylko kiedy i gdzie? Wiele jest jeszcze zagadek do rozwiązania, tylko czy wszystkie zostaną kiedykolwiek wyjaśnione.
Jak widzicie panowie na mapie nie ma już naszej Atlantydy, zaczął Goer. Została ona nakreślona przez naszych opiekunów wtedy gdy tworzyliśmy przybory obronne, a zaraz potem na zawsze opuszczaliśmy Ziemię. Odtąd była przechowywana w archiwum obrony naszej galaktyki. Dostałem tę mapę, gdy wyruszaliśmy z misją. Miała nam ułatwić nawigację na Ziemi.
Niewiele szczegółów na niej widać. Jest bardzo ogólna, odezwałem się.
Można ją badać dotykiem, wtedy się łatwo ją czyta, poinformował Goer.
Na ekranie brzegi mapy nagle zaczęły się zawijać i ukazała się wielka ręka prezydenta wodząca po pergaminie umieszczonym w skanerze.
Nic nie czuję, stwierdził prezydent.
To nie są materialne znaki. Trzeba je odczuć. Czy mogę?, spytał Goer.
Znowu przeszedł do biurka prezydenta.
Prezydent podał mu wyjętą ze skanera mapę. Goer rozprostował ją na blacie, przycisnął jej rogi z jednej strony lampką, a z drugiej telefonem. Zaczął wodzić wysuniętymi palcami tuż nad jej powierzchnią. Tu jest wojsko oznajmił i tu i tu... Pokazywał różne miejsca. Prezydent zrobił to samo, ale wyglądało, że nic nie czuje.
Wstałem z fotela i również zacząłem poruszać dłonią nad mapą. Nic nie czułem.
Jak ty to odbierasz?, zapytałem Goera.
Wziął moją dłoń i trzymając w swojej naprowadził mnie we wskazane miejsca. Zacząłem coś odczuwać! I to o dziwo nie pod palcami tak jak spodziewałem się tego, ale gdzieś w środku siebie, coś nie określonego, ale wyraźnie to znikało, gdy Goer odsuwał moją rękę od pokazanych wcześniej miejsc. Oprowadził mnie w ten sposób po całej mapie.
Spojrzałem na prezydenta.
Teraz czuję, naprawdę. Proszę spróbować.
Prezydent przeszedł na naszą stronę biurka. podał dłoń Goerowi, a ten tak jak mnie oprowadził prezydenta po mapie. Z jego reakcji widziałem, że odbiera.
Wyprostował się i spojrzał mi bez słowa głęboko w oczy. Przeszedł na swój fotel. Usiadł.
Będziemy wam pomagać. Spojrzał zdecydowanie na Goera.
Nie wiemy tylko czy armia jest sprawna i czy nadal się tam znajduje, mówił prezydent.
To wiedzą wybrani dający znak, odezwał się Goer. Oni zawsze są w kontakcie z tymi wojennymi przyborami. Bez względu na dzielącą ich odległość. To ich jedyne zadanie od pokoleń.
Prezydent siedział zamyślony. W końcu podniósł wzrok.
Czy panowie są już po śniadaniu?, zapytał.
Jedliśmy w podróży, odpowiedziałem.
Proszę mi powiedzieć, zamyślony prezydent zwrócił się do Goera, czy przy wydobywaniu waszych przyborów wojennych powstaną duże zniszczenia na powierzchni Ziemi. Poza tym jak będziemy musieli wam pomóc w ich transporcie na waszą galaktykę.
Armia wstanie sama gdy rozbudzą ją dający znak, spokojnie informował Goer. Do nas wyślemy ją przy pomocy tej samej windy, którą wyruszyli do nowej ojczyzny nasi przodkowie. Po wojnie wszystkie przybory wrócą na swoje miejsce. Zniszczenia powierzchni Ziemi nie będą duże. Zabliźnią się szybko same.
Prezydent przywołał sekretarza i wstał. Wstaliśmy za nim wszyscy.
Panie sekretarzu, zwrócił się do wchodzącego. Proszę odprowadzić panów do ich pokoi. Niech obsługa zajmie się panami i dostarczy przekąski i napoje. Książę i Pan Grzem proszę zostać.
Skontaktował się z obsługą i złożył podobne zamówienie dla siebie i dwóch osób.
Przejdźmy, prezydent ruszył w kierunku przeszklonych drzwi.
My za nim. Przepuścił nas przodem i zamknął drzwi.
Wskazał nam wygodne fotele przy niskim stoliku. Usiedliśmy wszyscy trzej.
Oficjalnie pomagać im nie możemy bo to nie nasza wojna, zaczął prezydent, ale dzięki temu, że pochodzą z Ziemi mają prawo dysponować swoim pozostawionym tu majątkiem. Taką właśnie oficjalną prośbę przywieźli na piśmie. Specjaliści z kancelarii potwierdzili, że wszystko jest zgodne z prawem. Nie możemy tylko przekazać im żadnego pojazdu. Ich pilot nie jest stąd. Jest jednak zgrabne rozwiązanie.
Do drzwi zapukała obsługa. Dwie panie szybko ustawiły na stoliku przed nami przyniesiony poczęstunek i wyszły.
Prezydent podał sobie kęs do ust, przełknął, poczekał chwilę i mówił dalej.
Pan jako osoba zupełnie już prywatna i pana syn możecie udzielić im pomocy. Tylko czy chcecie, to musi być wasza decyzja.
Ja tak, zgadzam się, powiedziałem.
Grzem również, szybko potwierdził swoją decyzję.
Jedliśmy.
Żadne inne władze na Ziemi nie będą powiadomione o waszej misji, kontynuował prezydent swoją myśl. Zgodnie z ustaleniami na Radzie nie chcemy powodować niepotrzebnej paniki. Na razie za wcześnie na to. Ponadto mamy informacje, że kręcą się już u nas podejrzane pojazdy. Sądzimy, że robią rozpoznanie. Nie można dawać żadnego pretekstu. Oczywiście zapewnimy wam bardzo dyskretną, skuteczną ochronę.
Jest jeszcze jedna sprawa. Proszę niech pan napisze podanie o odsprzedanie panu jego dawnego pojazdu służbowego. Ja wyrażę na to zgodę, za pańskie zasługi. Musicie poruszać się bezpiecznie. Sekretarz przyniesie panu do podpisania rachunek z symboliczną ceną. Oczywiście pojazd będzie pozbawiony wszelkiej broni.
Ucieszyłem się jak dziecko. Znowu będę miał swój wspaniały pojazd.
Prezydent podał mi arkusz papieru i pisak. Szybko stworzyłem krótkie podanie i oddałem prezydentowi wraz z piórem.
Prezydent wstał. Spojrzał na mnie poważnie.
Książe. Proszę pamiętać, że we wszystkich działaniach musi być przestrzegane prawo. Inaczej nie będziemy mogli im pomóc. Pan zna prawo i pana robię odpowiedzialnym za ich działania. Przepraszam, że przypominam o tym.
Połączę się teraz gorącą linią z Radą i poinformuję ją o sytuacji i naszych ustaleniach. Potem zapraszam wszystkich panów na obiad, na trzynastą.
Skłoniliśmy się z Grzemem i wyszliśmy.
No jak synu znajdujesz to wszystko? Zapytałem go gdy wyszliśmy na korytarz.
Super. Co za materiał na książkę. Wszystko potem będę mógł opisać. A w dodatku jaka przygoda, promieniał.
No tylko żeby ta przygoda nie wyszła nam bokiem. To nie zabawa, pomyślałem trzeźwo.
Zeszliśmy schodami na parter. Zapukałem do drzwi emisariuszy. Weszliśmy do środka. Wstali od stolika i patrzyli pytająco na nas.
Wszystko w porządku, szybko ich uspokoiłem. Możecie działać. Ja i Grzem będziemy wam towarzyszyć i w miarę możliwości pomagać we wszystkim. Wasze działania muszą być zgodne z obowiązującym u nas prawem. Ja będę tego strzegł i jestem za to odpowiedzialny. Wy musicie się dostosować. Czy w takich warunkach poradzicie sobie ze wszystkim?
Tak. Oczywiście. Uszczęśliwiony Goer aż mnie uścisnął.
Ja też byłem zadowolony.
Zapukał sekretarz. Szukam pana Książe.
Podniósł cienką sztywną teczkę, otworzył ją i podał mi rachunek za pojazd. Przeleciałem wzrokiem po treści. Wszystkie wypisane dane zgadzały się. Jest konto. Cena 1,00. Podpisałem na kopii.
Księgowy prosi o natychmiastowy przelew bo musi wydać dyspozycje dla wypisania nowych dokumentów rejestracyjnych, a baza musi zdążyć przygotować go do przekazania, poprosił sekretarz.
Dobrze, odpowiedziałem. Sekretarz wyszedł.
Muszę was teraz opuścić. O pierwszej idziemy na obiad z prezydentem, a potem ruszamy.
Wyszedłem, a Grzem za mną.
Ile musisz zapłacić?
Pokazałem mu rachunek. Aż gwizdnął. To darmo! Przecież taki pojazd jest wart kilka milionów.
Więcej. Nawet bez broni dużo więcej niż kilka, ale nie o to tutaj przecież chodzi.
Weszliśmy do naszego pokoju. Wyjąłem z torby ltopika. Zameldował połączenia. Poczekajcie chwilę, najpierw zrobię przelew, powiedziałem na głos trochę do komputera, trochę do Grzema.
Połączyłem się z bankiem, wpisałem konto, numer rachunku, sumę i zatwierdziłem. Przelew poszedł.
Grzem, czy ty masz jakąś broń?
Nie mam nic. Przecież wiesz, że zawsze byłem wrogiem wojen, unikałem armii. Polowania też są dla mnie barbarzyństwem. Tylko treningi na białą broń i udział w zawodach w czasie studiów.
Po obiedzie zabierzesz naszych gości do siebie do domu, a ja odbiorę pojazd i dotrę do was.
Dobrze, wyraził zgodę. Tylko u mnie bałagan.
Zajrzałem do połączeń w ltopie. Były od Stanisława, córki, Anny i jeszcze kilka.
Otworzyłem po kolei. Stanisław zgłaszał jakieś dziwne zjawiska w zamku. Pyta co ma robić. Połączyłem się z nim głosem. Odebrał za chwilę.
Co się dzieje Stanisławie?
W elektrowni jest coś dziwnego. Pan na pewno na swoim piętrze nic nie słyszał, ale my na dole przeżyliśmy ciężką noc. Po północy zbudziły mnie jakieś dźwięki. Mariannę zresztą też. Nie były jakieś bardzo głośne, ale nie pozwalały spać. Wyszedłem na korytarz. Dobiegały z klatki w dół do elektrowni. Zapaliłem światło, pomyślałem, że coś się psuje w urządzeniach po ostatnim uruchomieniu. Zszedłem na dół, a tam nic, cisza, wszystko pracuje normalnie. Wracam na górę gaszę światło, wracam do pokoju i wtedy znowu te dźwięki.
Jakie to były dźwięki, przerwałem mu.
Aż głupio mówić, ale tak jak jakieś rozmowy, śpiewy, nie takie wesołe tylko jakieś takie chóralne jakby coś tam się działo. Chodziłem tam jeszcze dwa razy i nic, ale to naprawdę dobiegało z dołu. W końcu usnąłem, a rano gdy wstaliśmy pana i pańskich gości już nie było. Zaspałem. Inni też to słyszeli. Pytałem. Marianna i dziewczęta bardzo się boją. Przebąkują, że to coś związanego z pańskimi gośćmi. Jeździłem nawet rano z Michałem i Janem na górę do pokoi które zajmowali, ale tam nic się nie dzieje. Dziewczęta już nawet posprzątały i wymieniły pościel. Kiedy pan wraca? U pana też posprzątane.
Stanisławie. Wracam jutro albo dzisiaj w nocy. Mam pilota do bramy. Nie musisz na mnie czekać. Zawiadomię cię. Wcisnąłem zakończenie połączenia.
Wtedy nagle coś pomyślałem. Stanisław, zawołałem, ale połączenia już nie było.
Grzem przyglądał mi się słysząc rozmowę.
Wywołałem zamek jeszcze raz. Stanisław odezwał się natychmiast.
Tak Książe?
Słuchaj, pomyślałem, że może wiem skąd te głosy. Zejdź do maszynowni nad elektrownią. Pamiętasz jak pytałem cię o te drzwi z agregatorni? Zostawiłem je otwarte. Wyjmij blokujące kamienie z tych i z tych drugich drzwi do sali. Tylko najpierw wyjmij kamień z tych dalszych, żebyś sobie nie zablokował powrotu. To może głupie co mówię, ale zrób tak. Może już będziesz spał. Do widzenia.
Co z tymi drzwiami tato? Zapytał syn.
Pokażę ci na miejscu. Goer mówił, że tam jest źródło ogromnej energii.
Wróciłem do korespondencji. Córka informowała, że podpisała kontrakt na reklamę. Może zdążę wpaść do niej na chwilę?
Anna oprócz pozdrowień przysłała mi ogrom wiadomości o moim zamku, kiedy ja to przejrzę?
Tato, dochodzi pierwsza, odezwał się Grzem.
Rzeczywiście. Włożyłem z powrotem do torby ltopika.
Musimy wychodzić, tylko gdzie ten obiad, może ktoś po nas przyjdzie. A jak nie? Nie wypada się spóźnić. Rozejrzałem się po ścianach.
Sprawdź czy to jest włącznik światła czy przywołanie, pokazałem ręką Grzemowi zwisający ze ściany sznureczek.
Sam podniosłem słuchawkę telefonu. Cisza. Wybierałem standardowe zazwyczaj numery: zero, nic, jedynka, nic.
Ktoś zapukał do drzwi.
Proszę, zawołaliśmy jednocześnie z synem. Pokazał się urzędnik.
Pan dzwonił?, zapytał.
Tak, nie wiemy gdzie mamy pójść na obiad do prezydenta, powiedział Grzem.
Za chwilę przyjdzie po panów sekretarz. Już właśnie miał po panów wychodzić.
Dziękuję, znów odpowiedzieliśmy jednocześnie z synem.
Zdążyłem jeszcze poprawić włosy i za chwilę szliśmy już wszyscy przez korytarze za sekretarzem.
Obiad był bardzo smaczny. W niewielkim gronie. Oprócz prezydenta z małżonką jadł jeszcze z nami Minister Obrony. Pani prezydentowa zwróciła się do mnie, że wie od męża, że znowu wyruszam na misję ważną dla Ziemi.
Tym razem to przypadek, odpowiedziałem.
Jest pan bardzo skromny Książe.
Po obiedzie pożegnaliśmy się. Prezydent skupiony i było widać, że przejęty tym co wie i co ma nastąpić, ale pani prezydentowa radosna i wesoła. Mnie udzielił się jej pogodny nastrój. Duży wpływ na moje samopoczucie miał też pewnie znakomity lekki obiad. Inni też wyglądali na sytych i zadowolonych. Minister wyszedł z nami.
Sekretarz z urzędnikami czekali na nas w holu. Gdy podeszliśmy do nich, urzędnicy weszli do pokoi po nasze bagaże. Pożegnałem się z sekretarzem.
Jak zwykle będę śledził pańskie poczynania Książe.
Tym razem będzie niewiele informacji, albo wcale. To właściwie prywatna wyprawa, powiedziałem.
Domyślam się, szybko podniósł głowę. Życzę panu jak zwykle dużo szczęścia.
To mi się na pewno bardzo przyda. Do widzenia.
Wyszliśmy na zewnątrz.
Grzem na czele grupki gości zszedł do pojazdu. Ja z ministrem zatrzymaliśmy się na schodach.
Po rozruchu napędu zamknęły się włazy. Wolno odjechali w kierunku bramy i dalej na ulicę. Za chwilę do nas przed same schody wolniutko podjechała limuzyna ministra. Otworzyły się drzwi i bagażnik. Wysiadł kierowca, zasalutował.
Proszę Książe, minister zaprosił mnie do limuzyny.
Moje bagaże zostały zapakowane. Zamknął się bagażnik, a za chwilę gdy usiedliśmy wygodnie drzwi.
Bezszelestnie ruszyliśmy za bramę.
Spojrzałem jeszcze w kierunku pałacu. Wydało mi się, że w oknie na piętrze nad głównym wejściem za odbijającymi słońce szybami, widzę stojące sylwetki prezydenta z żoną.
Włączyliśmy się w ruch uliczny. Wolno poruszaliśmy się z falą pojazdów w kierunku odległego przedmieścia, na którym znajdowała się rządowa baza i lotnisko.
Mam nadzieję, że pana pojazd jest już gotowy, przerwał ciszę minister.
To dlatego jedziemy ulicami, a nie przelotem, roześmiałem się, żeby zyskać trochę czasu.
Uśmiechnął się również minister. Poinformowano mnie że pojazd jest po przeglądzie. Zdał go pan po przejściu na emeryturę i potem dokonano kompletnego przeglądu i niezbędnych drobnych napraw. Miał czekać na nowy przydział, ale dzisiejsza decyzja prezydenta o przekształceniu go w pojazd cywilny spowodowała dodatkowe niespodziewane prace. Zresztą na pewno orientuje się pan na czym to polega. Może już zdążyli.
Kończyły się miejskie zabudowania, coraz mniej pojazdów poruszało się z nami po drodze. Kierowca mógł przyspieszyć. Dojechaliśmy do bramy lotniska, czujniki rozpoznały kod ministra i brama zaczęła się otwierać. Wartownicy zasalutowali i wtoczyliśmy się na starą płytę lotniska. Teraz już bardzo szybko kierowca pomknął w poprzek lotniska ku zabudowaniom między drzewami. Weszliśmy z ministrem do głównego budynku. W kancelarii przekazano mi komplet nowiutkich dokumentów pojazdu. Wraz z szefem techników zjechaliśmy windą do hangaru. Nigdy tu nie byłem. Zawsze dotąd odstawiałem do przeglądu i pobierałem pojazd na powierzchni przy rampie towarowej. Teraz zobaczyłem jak to wygląda pod powierzchnią. Ogromna podziemna hala popodpierana mocnymi filarami ciągnęła się gdzieś daleko. Większość ogromnych boksów była pusta. W niektórych tylko stały uśpione wspaniałe, groźnie matowe pojazdy takie jak mój. Gdy podchodziliśmy do poszczególnych boksów automatycznie włączało się w nich oświetlenie i potem wygaszało za naszymi plecami. Dalej widać było rząd wielkich ostatnio już nie używanych transportowców, bardzo wysokich, jakby garbatych, które nie całkiem mieściły się na stanowiskach i wystawały sporo zza filarów do wnętrza hali. Podchodziliśmy do widocznego z daleka jedynego oświetlonego stanowiska.
Wtedy go znów zobaczyłem.
Mój pojazd leżał oparty przodem na muskularnym wózku manewrowym nieco skośnie do osi boksu jakby postawiony w pośpiechu i był pomalowany! Błyszczał jak lustro w lampach oświetlających stanowisko. Bardzo ciemny granatowy odcień złamany chyba trochę ciemnym brązem. Wyglądał obłędnie i bardzo elegancko. Malowanie odebrało mu ten groźny matowy wojenny wygląd, a nadały bardzo eleganckiego charakteru. W dodatku pozbawiony został klap na pancerzu pod wybrzuszeniami których kryło się wcześniej uzbrojenie. Wygładził się i jakby wysmuklał. Z trapu poderwało się czterech siedzących tam techników w śnieżnobiałych kombinezonach z naszywkami. Zasalutowali.
Czy wszystko gotowe?, zapytał szef.
Tak jest. Jak zwykle, odpowiedział dowódca grupy technicznej. Baliśmy się trochę czy lakiernia się wyrobi, ale wysechł. Nie dawno go przywlekli.
Widziałem, że ministrowi ulżyło. Widocznie coś obiecał prezydentowi i bał się czy dotrzyma.
To co Książe. Wytaczamy na powierzchnię i może pan ruszać, powiedział do mnie z wyraźną ulgą.
Tak. Dziękuję panie ministrze.
Szef techniczny podszedł do mnie i podał mi zapieczętowany woreczek. To jest zapasowy identyfikator. Tu mi proszę pokwitować, podsunął mi dokumenty, a tu proszę podpisać odbiór pojazdu.
Wziąłem od niego woreczek i rozerwałem zabezpieczenia. Wyjąłem identyfikator i podszedłem do trapu. Nic. Spojrzałem na szefa. Nerwowo wstrząsnął głową.
To bateria, odezwał się jeden z techników. Zaraz wymienimy. Leżał nie używany w sejfie to się rozładował. I tak musimy zdać nowemu właścicielowi przegląd i odebrać potwierdzenia sprawności wszystkich modułów panie generale.
Pokazał księgę przeglądów, którą trzymał w ręku.
Zostawiam panu panie kapitanie dokumenty przekazania pojazdu. Po odbiorze proszę przynieść podpisane do kancelarii, zwrócił się do niego generał i podał mu teczkę.
Tak jest. Zasalutował kapitan.
Minister podszedł pożegnać się ze mną i życzył mi powodzenia.
Zbliżył się i Generał.
Na powierzchni czeka na pana cywilny technik. Podłączy panu środki łączności i nawigacji. Wojskowe są zdemontowane.
Zasalutował. Życzył mi wielu mil przed dziobem i odeszli w kierunku windy.
Acha, Książe. Zawrócił do mnie generał.
Na wszystkie naprawy i przeglądy mamy nadal przyjmować pana pojazd. Zlecenia i wyceny mają być potem wysyłane do rządu.
Raz jeszcze zasalutował i ruszył w ślad za ministrem.
Czwórka techników ustawiła się błyskawicznie w przepisowym szeregu. Kapitan zasalutował.
Książe. Melduję pojazd po przeglądzie gotów do odbioru.
Zerknąłem za prawe ramię. Minister z generałem byli już daleko. Przywitałem się serdecznie z mechanikami. Ta grupa od początku zajmowała się moim pojazdem. Taki był regulamin. Jeden pojazd, jedna grupa obsługi. Zawsze po przeglądach odbierałem od nich gotowy, wytoczony na górę pojazd i z ich strony zawsze wszystko było z w porządku.
Książe, zapraszamy do środka na odbiór.
Imienia nie zmieniłem Pawle, odparłem mu i spojrzałem znacząco na pozostałych.
Roześmiał się chyba z ulgą i wskazał trap.
Muszę ci pokazać zmiany. Żebyś wszystko wiedział. Po pierwsze malowanie. Jest to specjalna kompozycja warstw. Zewnętrzna oświetlona odbija maksymalnie dużo promieni, powoduje optyczne zamazanie sylwetki, a nocą pochłania promienie czyniąc pojazd jak najmniej widocznym. Spodnie barwne warstwy też są specjalnie w tym celu dobrane. Nadają ponadto elegancję luksusowej limuzyny. Pod spodem została dotychczasowa izolacja przed wszelkimi promieniami radarowymi i dźwiękiem.
Pomacałem burtę z trapu przed wejściem do wnętrza. Gładka obecnie jak szkło, przedtem lekko chropawa, przy nacisku uginała się lekko. To charakterystyczna cecha izolacji, niegdyś zaraz po jej zastosowaniu była bardzo pieczołowicie chroniona. Nikt postronny nie mógł dotykać tych pojazdów.
Zdemontowana została wszelka broń, kontynuował Paweł gdy weszliśmy do środka, i systemy jej zarządzania. Ma to swoje duże plusy. Pojazd jest znacznie lżejszy, a przez to sporo szybszy i zwrotniejszy.
Jeszcze szybszy?, zdziwiłem się.
Potem coś ci jeszcze pokażę, powiedział ściszonym głosem, ale to za chwilę. Po demontażu zbędnego okablowania, żeby było szybciej, pokładowcy założyli nowe wyłożenia ścian. Masz wszystko czyściutkie prosto z fabryki.
Rozejrzałem się po wnętrzu. Rzeczywiście. Pachniało leciutko świeżym klejem i wyglądało tak jak w fabrycznie nowym pojeździe gdy odbierałem go po raz pierwszy. Obszedłem wnętrze od początku do końca. Sprawdzałem pobieżnie wszystkie schowki, włazy, kajuty, koje. Wierzyłem chłopakom. Podeszliśmy do konsoli sterowniczej.
Siadaj i sprawdzaj systemy, rzucił Paweł.
Usiadłem na swoim starym fotelu. Po kolei przeprowadzałem rutynowe testy. Komputer pominął część kontroli uzbrojenia, pomyślałem że to nawet korzystne bo teraz testowanie będzie szybsze i przeszedł do sprawdzania dalszych systemów. Zwróciłem uwagę na stan zaopatrzenia socjalnego i paliwo. Wszystko było na pełno.
Coś sobie nagle przypomniałem. Wychyliłem się w dół pod fotel. No tak. Dolne przednie lewe mocowanie było luźne. Pękło w ostatniej mojej podróży przy obcierce w czasie walki z bandą przemytników.
Paweł, wiesz co? Zapomniałem wpisać tego fotela do książki napraw. Rozleci się. Wtedy również powstała ta rysa na kadłubie.
Wymieniliśmy cały kawał izolacji, powiedział Paweł, kucnął i zajrzał pod fotel.
Wstałem i pokazałem mu uszkodzenie.
Spojrzał na Zbyszka.
Leć po drugi.
Skąd wezmę drugi?, spytał zdziwiony Zbyszek.
Nie stoją tam inne pojazdy? Ktoś też zapomniał tego zgłosić. Jutro naprawimy. Sami to zauważymy, przez przypadek. Będziemy się nudzić i będziemy ot tak kontrolować inne pojazdy. Sam to zauważysz, bystry przecież jesteś. Leć. Tylko nowy wybierz.
Zbycho załapał i wybiegł. Paweł zaczął odłączać kable i węże od fotela. Jacek już podchodził z kluczami, które wyjął z pokładowej szafki narzędziowej. Za chwilę wynieśli fotel na zewnątrz.
Paweł wrócił za chwilę i spojrzał na mnie poważnie.
Wiesz co by było jak byś musiał odpalać się w kapsule bezpieczeństwa? Mokra plama na suficie. Czego jeszcze zapomniałeś zgłosić?
Rozbawiony wróciłem do komputera. Skończył. Zameldował brak łączności, systemów rozpoznania i namierzania.
Na górze pan Kami zamontuje ci moduły cywilne i podłączy do systemu. Wszystkie anteny zostały. Trzeba je tylko podłączyć i zestroić z nowymi modułami.
Wysunąłem dolną płytę konsoli. Była goła, wystawały tylko kable z wtyczkami.
To też zrobi Kami.
Wrócił Jacek i Zbyszek. W mig zamontowali nowy fotel. Paweł sprawdził po nich podłączenia.
Siadaj teraz i odpalaj napęd póki jest podłączony do wyciągu, powiedział.
Siadłem w nowym fotelu. Powierciłem się w nim przez moment. Twardszy, ale wyrobi się.
Włączyłem rozruch. Napęd poszedł jak marzenie. Wszystkie parametry na ekranie jak w zegarku. Przyłożyłem mu nagle. Paweł złapał mnie za ramię.
Zluzuj! Komin wentylacyjny wystrzelisz nam w powietrze.
Przepraszam. Emocje trochę mnie poniosły. Przeszedłem na bieg jałowy.
Teraz ci coś pokażę, nachylił się do mnie Paweł. Przesuń się.
Podsunął się koło mnie do konsoli. Na stojąco, schylony położył palce na klawiaturze.
Zobacz. Wchodzisz w program techniczny. To w zasadzie dla nas, dla obsługi, do regulacji silnika. Wybierasz tabelę ustawiania obrotów, pionowa oś, tu na dolnej osi masz ciąg. Wybierasz dodatkowo funkcję hipotetycznej prędkości, o tak z dolnego paska zadań. To ta różowa linia się pokazała. Komputer sam sobie pobiera dane gęstości atmosfery, jej brak i tak dalej. Zobacz co się dzieje. Zaczął zwiększać obroty. Żółta linia ciągu i różowa zaczęły się podnosić. To nie ważne. Tu nigdy nie gmeraj. Żebyś nie rozregulował. Co innego chcę ci pokazać. Teraz tu z górnego paska zadań wybierz narzędzia, teraz opcje i dalej wybierasz zakładkę prędkość. Ona jest czynna tylko po tym jak otworzysz wcześniej w tabeli funkcję prędkości. I teraz widzisz? Masz blokada włączona lub wyłączona. To jest elektroniczna blokada prędkości założona przez regulamin wojskowy. Z różnych względów, na przykład oszczędności paliwa, zużycia podzespołów. Nie ważne. Jak dotąd ustawiana prędkość zawsze była wystarczająca. Pokazuję ci tę blokadę, żebyś sobie w razie czego mógł ją zdjąć. Kojarzysz? Pokażę ci zaraz różnicę. Przełączył na blokada wyłączona. Zamknął na ekranie narzędzia. Teraz uważaj. Znów zwiększam obroty, tyle co wtedy. Obie linie żółta i różowa teraz bardzo gwałtownie zagięły się w górę. Pokazał mi to jeszcze raz. Pamiętaj tylko, że jak to włączysz to nigdy nie ruszaj bez pasów i kombinezonu bo ciebie lub kogoś wyssie przez oczy.
Spróbuj teraz sam, żebyś nie zapomniał. Pozamykał okna na ekranie. Ustawił zwykły widok operacyjny. Wszedłem tak jak on po kolei i włączyłem z powrotem blokadę.
Dzięki. Będę pamiętał.
Daj ten rozładowany identyfikator. Tylko jak by co to ja o blokadzie nic nie wiem. Nigdy nie wiedziałem. I pamiętaj, zawsze ją potem włączaj z powrotem. Może zresztą nigdy nie będzie ci to potrzebne.
Podałem mu woreczek, wyłączyłem napędy i wyjąłem podstawowy identyfikator.