Jak każdy (większość) wie zalewa Podkarpacie okolice Tarnobrzega, Karków i inne.
Mam dom w trakcie budowy, miejscowość Furmany.
Dzień wczorajszy 19.05.2010:
godzina 17 - telefon wykonany do sąsiada z pytaniem:
- co słychać ? jak okolice ?
- to jeszcze nie wiecie ? za 30 min będzie tu pół metra wody - szok

- co ? - wielkie przerażenie.
rozłączyłem się i nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.
Wołam mamę, brata i dzwonię do wujka aby przyjeżdżał jak tylko szybko może.
Zbiegłem szybko na duł odpaliłem samochód i w drogę.
Policja zatrzymała nas i kazała zawrócić, nerwowy wujek któremu się nie dziwię zaczął ostrą gadać z policją.
Puścili nas bez żadnych rozmów.
na miejscu okazało się że woda jest nie do ogarnięcia.
Strumyk który płynął miał szerokość 4m (w zwykłym stanie miał jedynie 1.5m)
Woda lała się już na teren.
usypaliśmy 10 worków piasku i zatkaliśmy (drzwi) zastępcze do garażu, właściwe miały być zamontowane za 2 tygodnie.
Zaskakująca była postawa strażaków której nie pominę w tej wypowiedzi:
woda leciała ulicą która jest położona wyżej niż domy (0.4m) i z drogi woda lała się na boki, zalewając wszystkie domy jednocześnie.
Straż stojąc na drodze, jak i inni gapie patrzyli jak biegamy z wiertarkami, piłami aby cokolwiek uratować.
Dopiero po interwencji mojej cioci która jest tak samo nerwowa jak wujek, grzecznie

zawołała strażaków, którzy biegli jak by do nich strzelano

.
W garażu były sztachety na płot które mogliśmy jedynie wynieść na poddasze.
Na szczęście pomogli nam z nimi.
W domu zostało bardzo dużo maszyn: kosiarka, podkaszarka spalinowa, wiertarka, frezarka i inne.
Na moje oko woda leciała nieubłaganie z prędkością około 20m/1min.
wychodząc z garażu widać było spękaną w pewnym miejscu wylewkę co bardzo mnie przeraziło.
Było to najbardziej przerażające 10 min w moim życiu

.
Dwóch sąsiadów zostało w domach, jeden z nich został sam za to drugi został z całą rodziną.
W telewizji wspominają często o powodzi z 2007r. ona także dopadła nas, zatrzymała się na naszym podwórku lecz wtedy nie zalało nam mieszkania, nie mieliśmy wtedy garażu więc straty były bardzo małe.
Wczorajszy dzień był o wiele gorszy, z minuty na minutę przybywało wody, po terenie było czuć że jest jej o wiele za dużo, gdzie by się nie stanęło zapadała się ona.
Do domu wróciliśmy o godzinie 18.
Telefon do znajomych i oczywiste pytania - jaki poziom wody ? - każdy mówił co innego aby nikogo nie martwić.
Sąsiad potwierdził - Zalało wam garaż aż po dach ! - pierwsza myśl to już koniec

nic się nie uratuje.
garaż jest prawie na równo z gruntem.
Dom jest dość wysoko, najwyżej w całej okolicy ponieważ nie ma piętra.
Podejrzenia są takie że poziom wody w domu od posadzki sięga do 1.5m.
Sytuacja ta przerasta mnie, nie wiem co o tym myśleć, siedząc w szkolę myślę tylko o tym.
Tata który był wtedy w pracy jest bardzo na mnie zły, bo nie udało się wynieść najdroższych sprzętów.
Uratowaliśmy tyle ile się dało.
W trakcie powrotu myślałem tylko o posadzce która kosztowała fortunę, jest ona ręcznie cięta i szlifowana.
Pozytywem jest to że nie mieszkamy tam więc nie było żadnych mebli niż te stare badziewia, poza fajnym bardzo wygodnym łóżkiem od cioci.
Pytanie jakie się nasuwa - dlaczego my o niczym nie wiedzieliśmy ? każdy dookoła był przygotowany, meble miał na piętrze.
Jeden z sąsiadów z za ulicy otworzył garaż aby woda się wlała i tak tego nie uniknie.
Emocje w trakcie powodzi dochodzą do takiego stopnia że robi się rzeczy nie wyobrażalne.
Gdy woda opadnie do tego stopnia że można tam będzie wejść (po kolana) będę się tego obawiał

spodziewam się przerażającego widoku

.
Za wszystkie błędy ortograficzne itp. przepraszam piszę to tak jak bym tam był.
Emocje nadal są ogromne.