Wczoraj dowiedziałem się że piątek i sobotę mam wolną, więc postanowiłem że dziś rano pojadę na lotnisko przewietrzyć swoje modele, spakowałem racera 250, pionnerka i spalinkę, na pierwszy ogień poszła 250tka trzy pakiety i zmiana sprzętu, a że samolotami nie latałem ponad rok to jako pierwszy poszedł pionner.
Kontrola przedstartowa, wszystko ok no to w górę, po wypuszczeniu modelu nogi zaczęły mięknąć, adrenalina skoczyła i wielka panika

bo nie radzę sobie z modelem, puściłem drągi pionnerek trochę się uspokoił a ja powoli zacząłem sterować, zrobiłem kilka kółek i lądowanie ale oczywiście jakieś 150 metry od pilota.
Drugi start już trochę spokojniejszy, początkowo kółeczka potem ósemki, przelatałem tak 4 pakiety i dalej bałem się większych prędkości a o akrobacji nawet bardzo prostej to nawet nie pomyślałem

a lądowanie pod koniec latania było już trochę bliżej, jakieś 50 metrów ode mnie więc i przy okazji trochę się nabiegałem , Spalinki nie wyciągałem z bagażnika bo na bank byłby kret.
Szczerze powiem nie myślałem że po roku nie latania moje umiejętności tak się cofną w rozwoju, kiedyś pionnerkiem lądowałem do ręki, a spaliniakiem start i lądowanie odbywało się na podwórku, od strony pola miałem 30 metrów od płota do budynku i bez problemu sadzałem tam trenerka, jeszcze miejsca zostawało, ale za to dziś adrenalina skoczyła tak jak kiedyś jak pierwszy raz puściłem model z ręki

.