Kolejny dowcip po angielsku, a właściwie w Anglii.
Kiedyś zostałem przez kolegę zaproszony do ekskluzywnego klubu na pogadanie.
Nie był to klub zamknięty tylko dla mężczyzn, ale panie bywały tam rzadkością.
Siedzimy przy barze na wysokich stołkach, gadamy sobie co u niego, ja opowiadam co u mnie.
W pewnym momencie weszła drobna kobietka o bladej skórze, ale czarnych, obciętych na chłopczyce włosach i w "małej czarnej".
Coś tam zamówiła i zamaszyście zarzuciła nogę na nogę, łypnęła na mnie i zaczęła sączyć przez słomkę.
Nie oglądaj się, powiedziałem do kolegi.
Za tobą siedzi taka czarnulka w czarnych majtkach, zaśmiałem się.
Kolega podszedł do barmana, coś zamówił, przyniósł, ale usiadł z mojej drugiej strony.
No fajna, potwierdził.
Gadaliśmy nadal, a pani też coś zamówiła i zmieniła nogę, bo kolega schylił się do mnie i stwierdził, że to nie majtki.
Ona jest bez majtek

wysyczał.
Nie chciałem wierzyć, a wtedy miałem jeszcze dobry wzrok.
Ponieważ byliśmy już po kilku ... założyliśmy się.
Kolega wziął łyżeczkę, podszedł do barmana i złożył kolejne zamówienie, po czym upuścił łyżeczkę, schylił się po nią przy stołku tej pani.
0debrał szklaneczki i z okrągłymi oczami usiadł, walnął swoją szklankę duszkiem i sapał.
No co? Wygrałem?
Nie, odpowiedział ponuro.
To muchy
Jak ktoś chce to może to przetłumaczyć na angielski