Się wybrałem latać wieczora wczorajszego.
Model – ToTo-9 po modyfikacjach.
Na fotce model jeszcze w poprzednim wcieleniu.

Modyfikacje owoż polegały na zmianie napędu na większy ( mocniejszy ), zmianie śmigła z 8x4,5 na 9x5. Zmianom też poddane zostało usterzenie. Powiększyłem statecznik poziomy. W poprzedniej konfiguracji model wykazywał tendencje do holendrowania. Policzyłem,posprawdzałem i wyjszło mi że pow. stat pionowego jest ok, winę położyłem na jego wysokość. Sobotnia walka zaowocowała dorobiebiniem na szczycie statecznika poziomego dodatkowej płetwy, tak żeby działało i nie zaburzyło wyglądu modelu.
Czas na loty, pierwsze dwa "wypuszczenia" z ręki bez napędu celem regulacji wstępnej.
Wreszcie uruchomiłem silnik i .... w parę sekund byłem na jakichś 150 metrach, poszedł diabeł pionowo w górę, wygasiłem silnik i sru delikatnie w dół celem ewentualnego dotrymowanie i sprawdzenia co z tym holendrowaniem. Idzie prosto jak po sznurku, dwa kręgi nad polem wzlotu i dawaj kolejna winda w górę. Rozpędziłem bydlaka i dwie pętelki. No to go po kolejnym wzniesieniu rozpędziłem jeszcze bardziej by usłyszeć miły dla uchów świst. W dół i beczka za beczką. Wyszedłem na jakichś czterech metrach ........... idealnie pod słońce, które wcześniej miałem za plecami.
Szpil polegał na tym że nie wiem czy wyszedłem normalnie czy na plecach. Modelu nie widzę, słońce wali po oczach. Na wysokości jakichś dwóch metrów, cały czas świszcząc zapadła decyzja.
Byłem pewien, że byłem przekonany, że idę w plecowym, silnik wyłączony, lekko oddałem wyskokość.
.... wysoki sądzie – to był moment.
Pojawiło sie coś na wzór małego grzyba atomowego, ziemia zryta, w powietrzu latają krwiste strzępy krecika, rykoszetem i bażant zarobił, pies sąsiada podkulił ogon, proboszcz, co to przechadzał sie akurat polną drogą padł krzyżem. Chłopy ze wsi z widłami przylecieli.
Skrzydło całe, silnik, pakiet i elektronika całe, kadłub – masakra, pękniety z obydwu stron, usterzenie wyłamane komletnie. Zapodam jutro jakąś fotkę, bo zastanawiam się czy go odbudować, czy raczej nowy kadłub strugać i od razu zrobić "poprawne" usterzenie.
...a taki był piękny – amerykański ...