Witam.
Dziś zamordowałem drugiego trenerka.
Ponieważ zaczyna to podchodzić pod prawo serii, więc musze popytać co mam
dalej robić z tym silnikiem. A jest to ASP .46 A II nowy wypalił w sumie 1,5 l paliwa
1. Na złom (do celów naukowo - poglądowych)
2. Oddać w lepsze ręce.
3. Coś zrobić (no właśnie co??) i zaryzykować jeszcze raz.
No ale do sedna.
Piorun gaśnie mi w locie. Ma problemy pomiędzy wolnymi i średnimi obrotami a wysokimi. Ponoć jest to cecha wszystkich silników ASP. Ponoć?
Nie wiem czy został źle prze ze mnie dotarty czy jakie licho.
Docierałem wg instrukcji z Nastika. 2 zbiorniczki na ziemi i w powietrze.
Jak bardzo wolno przesuwam drążek to nie mam problemów, jedynie jak szybko machnę to gaśnie.
Panowie co mam zrobić z tym silnikiem? Dziś na ziemi wydawało mi się, że pali już dobrze.
Przed lotem sprawdzałem dość dokładnie. Wyregulowałem tak, że z oporami (małe zająknięcie), ale wchodził bez gaśnięcia na wysokie obroty.
Kurcze jakieś sugestie? czy ad.1
A teraz relacja z zamordowania trenerka.
Dziś trochę wiało, no ale bez przesady. Wystartowałem i pierwszy krąg OK. Lecę na drugi i tu pojawia sie znany problem.
Czyli zgasła zaraza.
Wg prawa Murphiego oczywiście w tym momencie zaczęło mocniej wiać a trenerek w pozycji z wiatrem.
Teraz na spokojnie to wiem co powinienem zrobić, po prostu wylądować i ewentualnie urwać podwozie na wysokiej trawie.
Ale wykombinowałem, że tak jak kilka już razy wyląduje szybując. Było by wszystko OK. tylko w nerwach zamiast kierować trenerka do pasa SK to popełniłem kolejny błąd.
Przechyliłem model lotkami żeby szybciej wszedł w zakręt i zdążył dolecieć do pasa. I to był TEN błąd. Po przechyleniu model dostał silny podmuch.
Efekt taki jak można się spodziewać trenerek wylądował zabijając całą rodzinę kretów.
Jak naładuje akumulatorki od aparatu to wstawię jakieś fotki.