|
Witajcie,
nazywam się Dominik, mieszkam w Nakle Śląskim (obok Tarnowskich Gór). Moją przygodę z modelarstwem rozpocząłem kilka miesięcy temu, kiedy to niewiele do nieszczęścia brakowało, a zachęcony reklamą w internecie, stałbym się posiadaczem 90 numerów Red Barona (Fokker Dr.I) wydawnictwa DeAgostini z Allegro w cenie (bagatela) 1500zł (same drewno do składania! sic!). Zachęcony modelarstwem (wcześniej miałem z nim do czynienia podczas odwiedzin wujka w Przylepie, gdzie tamtejsi modelarze z aeroklubu latali modelami RC) postanowiłem trochę poczytać ogólnie o latających RC w internecie, trafiając na forum pfmrc.eu. Trafiłem tam na świetną recenzję zarówno Fokkera jak i Spitfire'a tegoż wydawnictwa. Całe szczęście, zniechęciłem się. Na pewnym spotkaniu modelarzy w Chorzowie trochę pogadałem z kilkoma (wtedy jeszcze) nieznajomymi, którzy doradzili mi, w jaki sprzęt się zaopatrzyć (a wiedziałem już wtedy, że interesują mnie tylko modele spalinowe). Trenerek, jakiś żarowy 2T o pojemności ok. 7,5ccm, itepe. Z listą zakupów podjechałem do znanego sklepu modelarskiego w centrum Sosnowca, i w tym momencie błędem było pojawienie się tam samemu - sprzedawca, na pytanie: "Czy ma Pan trenerka Nova 40?" odpowiedział "Panie, mamy 150 różnych modeli, nie wiem jaki to trenerek, ale mogę Panu coś polecić na początek". I wyciągnął ... Piper Cub'a J-3 o rozpiętości 1720mm w wersji ARTF. Ok, czas przyśpieszyć przywitanie. Generalnie Piperek nigdy nie pocieszył moje ego w zakresie latania, za to nauczyłem się na nim kleić i naprawidać balsowe makiety. Mało przyjemna lekcja. Co ciekawe, nawet doświadczony modelarz nie był w stanie opanować go w locie - Piper poprostu latał pokracznie i mimo kilku usprawnień po pierwszym "locie" (inny, mniejszy bak paliwa, większe wychylenia lotek) dalej nie dał się opanować. Nawet mój trwający 20sek lot zakończył się ... rozłożeniem modelu w powietrzu, o czym niedawno wspominał Zbyszek z Tarnowskich Gór. Statystyka nie była rewelacyjna: 3 loty, w tym 2 rozbicia (pierwszy w miarę opanowany, trwał 15sek i silnik zgasł; udało się wylądować cało; przy drugim locie ja sterowałem, kiedy rozłożył mi się w powietrzu; trzeci lot uniósł Pipera na 2m po czym kret w ziemię). Na dzień dzisiejszy mam już inny, oblatany niegdyś model (prawie gotowy) którym zamierzam wyruszyć w majowy weekend. Tym razem powinno być lepiej.
No, i to by było na początek.
Tyle lądowań ile startów życzę ja, Dominik.
Pozdrawiam
|