Sprawiłem sobie body

Multiplexa - FunCub.
Wnętrzności miałem.
Już dwa tygodnie temu postanowiłem sprawdzić czy to lata i czy ja umiem chociaż troszkę latać.
Sobota trochę wiało.
Na lotnisku latał stary wyjadacz też na izolacjach termicznych.
Na wstępie powiedział że trochę za bardzo szarpie wiatrem jak na pierwszy oblot.
Ale ja napalony jak szczerbaty na suchary do tego trochę latający szybowcami postanowiłem oblatać nowinkę.
Po przejrzeniu instrukcji przedstartowej - przykręcić skrzydła, zainstalować pakiet, sprawdzić działanie odbiornika i wszystkich powierzchni sterowych wyprowadziłem model na początek pasa startowego.
Stary wyjadacz przezornie wylądował i schował się razem ze swoimi modelami za tablicę informacyjną.
Pas startowy wolny tylko dla mnie.
Pierwszy mały test kołowania wykazał chęć do skręcania w lewo.
Precyzyjne narzędzie w postaci śrubokręta płaskiego pozwoliło wyeliminować ta przypadłość przez zmianę wychylenia silnika.
Ręce mokre ale trzeba spróbować.
Stary wyjadacz przecież patrzy.
Gaz na 40 model rusza odrywa się od ziemi ja prawie z nim z podniecenia, lekki przechył w prawo ja kontra i nic.
A potem tylko gleba.
Zły sprawdzam co zostało z modelu ale transformers cały ani draśnięcia ma tylko złamane śmigło.
No jest drugie zapasowe.
Wymiana ale duma bardziej ucierpiała niż model.
Zwaliłem wszystko na wiatr, spakowałem się i wróciłem do domu.
No a dzisiaj postanowiłem spróbować jeszcze raz.
Wcześniej przygotowałem więcej zapasowych śmigieł.
Wyglądam przez okno wiaterek tylko trąca drzewami.
Jest pogoda dla mnie.
I w drogę, ale na miejscu wieje bardziej niż za pierwszym razem.
Ale jestem sam jak będzie kret to nikt nie będzie widział.
Ponownie czytanie instrukcji przedstartowej i model gotowy.
Wyrwałem trochę trawy i puściłem by sprawdzić dokładnie skąd wieje.
Model ustawiony na początku pasa i start i znowu przechył w prawo i gleba.
Wszystko całe wracam na początek pasa i ponowny start.
Tym razem przechyl w lewo, gleba i złamane śmigło.
W zapasie jeszcze cztery ;D
Wymiana śmigła i ponowny start ale od razu szybko na większą wysokość.
A co jak ma spaść to porządnie.
Model przechyla się w prawo ja drążek w lewo a model bardziej w prawo i tu
Olśnienie i wylądowałem modelem awaryjnie.
Szybko do modelu, ruszam drążkiem od lotek i mam przyczynę.
To była pomroczność jasna która pokręciła rewersy na lotkach i zamiast przechył w lewo to był w prawo.
Zmiana ustawień w nadajniki i znowu start i.....
Lata toto lata i jak na taki wiaterek daje sobie radę fajnie.
Dwie godziny pełnego szczęścia i banan na twarzy. No gdyby nie uszy to bym się naokoło śmiał.
Fotki z lotu słabe.
Byłem sam i ciężko pilotować i robić fotki.
A tu moja stacja trafo podczas pracy.
Latałem dwie godziny i tylko dwie.
Podczas lotu usłyszałem jakiś warkot i dziwnie zaczął się model zachowywać.
Po wylądowaniu okazało się że odkręciły się śruby mocujące silnik do wręgi mimo że dokręciłem ile mogłem.
Co z tym począć by nie było takiej niespodzianki ponownie?
A na powrót mogłem obserwować dwa Tornada w niskim przelocie nad Croydon.
Ale hałasują.
Pięknie wyglądały jak tak nisko robiły zwrot.
A jeszcze spotkałem ślady ostrej jazdy.


Po ułożeniu szkieletu wnioskuję że to quad.
